Ego w Getsemani

Człowiek najbardziej boi się samotności, nawet w czasach największego dążenia do indywidualizmu i samorealizacji. Ucieka od innych, coraz bardziej oddalając się od siebie samego. Nie potrafi żyć sam dla siebie. Nie umie. Nie po to został stworzony.

Już w pierwszym rozdziale pierwszej księgi Biblii możemy przeczytać, jak Bóg Jedyny mówi: „uczyńmy”. Ten, który Jest i niczego nie potrzebuje bo jest Pełnią, sam jest relacją i do relacji dąży. Nie ma relacji – nie ma osoby. Nie ma relacji – nie ma miłości. Ten który Jest Miłością – nie może być sam. I nie jest, choć wciąż jest Jeden. Także Jego stworzenie nie jest powołane do bycia samym dla siebie.  Właśnie dlatego samotność najbardziej boli, a strach przed brakiem akceptacji otoczenia, potrafi paraliżować i popychać człowieka wszystkich czasów do wyborów pozbawionych logiki.

5602449417_b9149a2533_b

Chrystus w Ogrójcu jeszcze nie był bity, kopany ani opluwany, ale właśnie tam pocił się krwią, już tam nieludzko bał się i właśnie tam bardzo pragnął, by ktoś przy nim był. Tylko był, nic więcej. Apostołowie zasnęli, nie potrafili dotrzymać mu towarzystwa i czuwać wraz z nim, choć krótką chwilę. Tak straszliwa dla człowieka jest samotność i niezrozumienie. Straszliwa do krwi. A Chrystus został sam.

Dążenie człowieka do <ja>, <moje> i <dla mnie> jest zawsze drogą do Getsemani, do tego ogrodu, który co prawda był oliwny, ale w niczym nie przypominał tego ogrodu, który jest naszą ojcowizną. Raju. Człowiek zrezygnował z Boga i został z niczym. Zbudował ogród wokół samego siebie i zdziwił się, jak jest on pusty i bezpłodny. I właśnie to miejsce jest dla Jezusa początkiem męki.

Chrystus klęknął w ogrodzie naszej bezsilnej samotności, który sami sobie zasadziliśmy i zbudowaliśmy. Nawet tam jest blisko. Może najbliżej. Nie po to jednak, aby tam z człowiekiem pozostać, ale by go stamtąd wyprowadzić po drewnianej kładce Krzyża. Po drugiej stronie Krzyża jest Zmartwychwstanie.

Reklamy