Sieci

Splątani. Lwią część naszego życia spędzamy na rozplątywaniu węzłów, które nam się „jakoś tak” porobiły w naszym życiu. I nie jest nam z tym dobrze. Z jednej strony uważamy ich rozplątywanie za naczelne zadanie naszego życia (a nie zawsze tak jest), z drugiej męczy nas poczucie winy, że jest ich aż tyle.

Kilku galilejskich rybaków też naprawiało i rozplątywało sieci rybackie. Było to dwa tysiące lat temu w ówczesnej Galilei. Robili to pewnie codziennie, a jeśli nie codziennie, to na pewno bardzo często. I nagle podszedł do nich pewien człowiek, powiedział: „Chodźcie za mną”… I poszli.

Nie wierzę w przypadki w Ewangelii. Te sieci rybackie, wspomniane przez ewangelistów mają swoje znaczenie, choć w ogóle nie zwracamy na nie uwagi i zupełnie umyka nam sens, bardzo ważny dla nas. Może kluczowy.

Po pierwsze: Chrystus powołał grzeszników. Naprawiali swe sieci, męczyli się nad tym, co zepsute w ich życiu. Nie zawsze zauważamy ten fakt, częściej za to litujemy się nad rybakami, że ci biedacy musieli wszystko zostawić, że ten „radykał”, Jezus, wszystko im zabrał, kazał pójść za sobą, zostawić dorobek ich przeszłości. Tylko, czy to, co kazał im zostawić, było warte tego, aby spędzić nad tym resztę życia?

15380304009_f3b77aca99_o

Po drugie: Chrystus nie zawsze potrzebuje, by koniecznie wszystko naprawić. Czasem chce, abyśmy coś po prostu zostawili, tak jak jest, poszli za nim i zaczęli wreszcie żyć. Nie wszystko da się naprawić, niestety. Ale też nie wszystko, za wszelką cenę, trzeba naprawiać, częstokroć lepiej jest zbudować po prostu coś innego. Lepszego. Jest tylko jedno, czego nigdy nie można pozostawić, gdy się „popsuje”. Słowa, danego Bogu lub drugiemu człowiekowi. Wierności, zepsutej i poranionej, nie można w tym stanie zostawić.

Bóg się nie myli w ocenie. Zapytaj Go, co łatać a w czym po prostu „pójść za Nim” i przestać się dręczyć.

Reklamy