Gdzieś indziej

Godzina 07.58. Biegnę przez miasto. No, może trochę przesadzam. W każdym razie szybko idę. Centrum miasta dużo cichsze niż zwykle, sam nie wiem, czy to bardziej spowodowane lekkim mrozem, czy sobotą. Skręcam z głównej ulicy w przecznicę, korzystając z „cwanego skrótu, gdy jestem mocno w plecy z czasem”. I prawie kogoś tratuję.

Nie przejąłbym się tak bardzo, gdyby nie była to siostra zakonna. Nie wiem, z jakiego zgromadzenia. Nie rozróżniam. Swoją drogą to ciekawe, że męskie zakony generalnie rozpoznajemy po habitach. Przynajmniej te najpopularniejsze. A zakonnice to zakonnice, w jednym worze. Niemniej była to zakonnica niechybnie i bezdyskusyjnie a nawet, gdyby nie zdradzał jej strój, zdradziłoby ją to, co później.

13989475716_19509c710a_o

Odskakuję, niemal panicznie, zaskoczony i wyrwany z natłoku myśli. Prawie ją przewróciłem, więc odruchowo chwyciłem za rękę, żeby pomóc jej utrzymać równowagę. No i… jakoś tak głupio. Naruszenie nietykalności cielesnej siostry zakonnej w samym środku miasta. I to wbrew jej woli! Nieodwołalnie zgniję w piekle… Stoję naprzeciwko niej, jak wół, w końcu udało mi się niezręcznie wygęgać:

– Przepraszam, wybacz.

No, super, samowolne przejście na ty, tego właśnie potrzebowałem… Czuję, że się pogrążam. „Koncentracja! Koncentracja!” Poprawiam się:

– Niech mi Siostra wybaczy.

I wtedy zobaczyłem coś, co było niby tak zwykłe, tak niesamowicie… No tak, po prostu zwykłe. A jednak poprawiło mi dzień. Zmieniło go.

Uśmiech. Bo to wcale nie był  zwykły uśmiech. Tak się uśmiechają tylko ludzie, którzy właśnie się modlą. Którzy właśnie rozmawiają z Bogiem. A po uśmiechu zostałem rozgrzeszony:

– Nic nie szkodzi, ja też myślami jestem gdzieś indziej. Wszystkiego dobrego, z Panem Bogiem.

I poszła.

No tak. Już się domyśliłem. Wiem, gdzie jest to „indziej”. Też tam bywam, w gościach, przejazdem i rzadko ale po dzisiejszym poranku chciałbym bywać tam częściej i częściej, a najlepiej na stałe. Bo też chcę się tak umieć uśmiechać do ludzi.

I wierzcie, lub nie, ale cały dzień miałem dzisiaj uśmiechnięty. Z powodu zakonnicy, która się modli i uśmiecha. Takie „nic”. Najprawdopodobniej, gdybym usłyszał taką historię z czyichś ust, stwierdziłbym, że jest mało istotna. Albo niestrawna. A tu proszę… Miałem dziś  napisać zupełnie o czymś innym, ale dziś nie mogło być nic innego. Złapałem się na to mgnienie Nieba, jak dziecko.

Miasto, po którego ulicach chodzą takie Boże uśmiechy, jest dobrym miejscem. Ale nie tak dobrym, jak to „gdzieś indziej”. Warto tam być, jak najczęściej. Ot co.

Reklamy